Raczej w kategoriach pewności osadzonej w bliżej nieokreślonym czasie były rozpatrywane scenariusze, gdy na terenie naszego pastwa zaczną się wydarzać akty dywersyjne dokonywane lub motywowane przez naszych wschodnich sąsiadów. Cyberdywersja i rozpowszechnianie dezinformacji na stałe zagościły już w naszym codziennym życiu jednak, jeszcze nie wydarzyło się nic, co w bezpośredni sposób świadczyło by o tym, że wśród nas są osoby chcące bezpośrednio szkodzić naszemu społeczeństwu. No i stało się. W okolicach 25 maja służby odnalazły osiem ładunków zapalających aktywowanych drogą radiową, rozmieszczonych w wielkopowierzchniowym obiekcie na terenie Warszawy. Dwa z nich spracowały i wywołały opanowane ogniska pożarów, pozostałe nie zadziałały zgodnie z intencjami. Ta próba podpalenia ma wiele cech wspólnych ze wcześniejszym, dużym pożarem w centrum handlowym Marywilska 44. Na skutek pracy służb zostały poczynione pierwsze zatrzymania i sprawa jest rozwojowa.
A co to może oznaczać dla nas?
Powoli konflikt zbrojny i złe relacje z Rosją powoli przestają być ciekawostką i niusem w telewizji i jako społeczeństwo, w celu wywołania określonych reakcji zaczynamy być fizycznym obiektem ataku, a takie zdarzenia powinny być przebudzeniem dla społeczeństwa i uświadomieniem nas, że jesteśmy stroną tego konfliktu ze wszystkimi tego konsekwencjami.
